quid est veritas?

BETWEEN KANT, FICHTE AND SCHELLING

(np.) “narzekanie” – w kontekście błędów komunikacji z osiedlowym dresiarzem

Posted by beniek on November 8, 2009

Sięgam – po dobrych 2óch-3ech latach przerwy od tego typu książek – do jednego z podręczników psychologicznych; R. Adler, L. Rosenfeld oraz R. Proctor stworzyli wspólnie klocka pt. Relacje interpersonalne. Zabawne, ale czy potrzebne? – myślę przeglądając kolejne dziesiątki stron. Psychologia, jak się wydaje wstępnie, jest jedną z nauk (raczej) humanistycznych; tylko, że pojawia się problem: jak zrozumieć poruszane tutaj problemy? Jak przeglądam większość książek filozoficznych, to widzę i czuję „samych swoich” – nawet w najbardziej zapomnianych i zakurzonych pozycjach autorzy odnoszą się do Nietzschego, Dostojewskiego, Biblii, Marksa, czy Kanta. Jest więc filozofia aktywnością umysłu, w której powstaje specyficzna „siatka tradycji” – uważam, iż da się wyodrębnić ok. 100 (150?) „nazwisk”, które stworzyły filozofię. „Nazwiska te”, metafizycznie istniejący giganci mądrości, dalej pchają przed siebie – w świetle majestatycznego rozwoju namysłu filozoficznego – toczący się kamień. I tak się dzieje od tysięcy lat, a proces ten będzie najprawdopodobniej jeszcze trwał i trwał. Jest więc tutaj, wśród filozofów, całkiem bezpieczne – można np. „myśleć” na bazie potężnych, wbitych mocno w ziemię fundamentów. Myślenie takie będzie miało wartość, albowiem wartość tutaj tworzona romansuje z czymś, co rozgromiło upływ czasu. A i nawet więcej: filozofowie, którzy rozgromili upływ czasu i zbudowali swoje majestatyczne monumenty w historii, są często (jedyną) bazą naszego porozumienia. Można nie wiedzieć (przykład z życia wzięty), jak myśli Afrykańczyk, ale jeśli przejdziemy wspólnie do interpretacji tego lub owego (znanego w świecie) poglądu, to okazuje się, iż wiele nas złączy ze sobą.

Wydaje się, że trochę inaczej może być z psychologią. Czy istnieje coś takiego, jak tradycja psychologiczna? Jeżeli tak, to jak ją rozważać, podchodzić, jak podzielić – czy osoba całkowicie z zewnątrz może się wziąć za to? Jeżeli istnieje tradycja psychologiczna, to jak ona jest bogata (w porównaniu np. do filozoficznej), jak się wykreowała? Mam napisać teraz (z góry narzucony) tekst: podstawowe błędy w komunikowaniu (użyj 3 książek psychologicznych). Filozof mógłby podejść do problemu w zupełnie inny sposób, niż psycholog (np. ten by to robił bez wykorzystania wielkiej tradycji). Sam, jakbym miał to rozważyć na płaszczyźnie filozoficznej i wolnomyślicielskiej (czyli bez konieczności odwoływania się do tych nieszczęsnych trzech książek psychologicznych, których wartość „pokonania czasu” – na tle np. Platona – jest właściwie zerowa!), podszedłbym do tego pewnie taką metodą:

  1. porozmawiał z ludźmi (w domu rozmawiam z ojcem o takich rzeczach, na uczelniach ze znajomymi) i postawił problem, ewentualnie dał tekst jakiegoś klasyka jako punkt wyjścia
  2. czas do namysłu i przygotowania
  3. wyrobił sobie pogląd w toku dyskusji (dialektyka i dialog są o wiele ważniejszym źródłem niż suche książki) z innymi
  4. spisał, uporządkował, prześledził „kto i co myśli”, odniósłbym się też ostatecznie do literatury, sztuki, fotografii (literatura i sztuka nam estetyzują myśli – są niezbędnym pomocnikiem w przekazie)

A więc z punktu filozoficznego namysłu, można podejść do problemu w najlepszy sposób, czyli nieskrępowanego wolnomyślicielstwa i krytycznego zestawienia poglądów, a rozwiązaniem problemu – np. poruszanej tutaj kwestii – byłoby dziecko, które urodziło się z namiętnego starcia umysłów kilku ludzi chcących aktywnie myśleć nad zagadnieniem.

Ale jak ma wyglądać „namysł psychologiczny? Czy dobrze widziana jest tutaj krytyka, czy raczej ma to być bezmyślna odtwórczość takiej lub takiej książki, takiego lub siakiego poglądu? Jeżeli to drugie, to namysł taki nie kręci, nie bawi, jest bezwartościowy, jest suchy, nie wnosi nic nowego, nie jest naszą kreacją. Czy jest coś takiego, jak – za Kantem – „psychologia krytyczna”?  Zacytuję znajomą (Małgosia Wieczorek, absolwentka filozofii): szczerze mówiąc, ja nie jestem miłośniczką psychologii, uważam, że wiele spraw upraszcza albo nawet zaciemnia czasem i że filozofia mówi więcej na temat człowieka (nawet emocji). Tyle, że psychologia dysponuje większą ilością narzędzi pragmatycznych, za pomocą których może w stosunkowo krótkim czasie pokazać wymierne rezultaty. (…) i to jeszcze często nie ma pewności, co według mnie jest zdrowszym podejściem.

W filozofii niepewność bywa cnotą, w psychologii wszyscy wydają się być „naukowo pewni” i „naukowo udowodnieni”. W filozofii krytykujemy, bo uwielbiamy to robić, każdy z nas ma swoje argumenty i armaty – jeden estetyzuje, drugi logicyzuje, trzecia poetyzuje, czwarty ma wielką erudycję, piąty mówi mało, ale ściśle i precyzyjnie trafia w sedno. Wielość jest tutaj pożądana, bo wychodzi się z założenia, że każdy może się czegoś nauczyć od kogoś innego. I w końcu: mamy swoje własne rozumy, z których korzystajmy bezpośrednio, ale nie rozumy innych.

Jest więc problem, który trzeba – w zgodzie z akademickim narzutem – rozwiązać psychologicznie. Akademicki narzut z góry, czyli ~około 50 osób ma napisać to samo, rozważyć ten sam temat, a może i dojść do podobnych wniosków. Mam nadzieję, iż moje wnioski będą przełomowe.

PODSTAWOWE BŁĘDY W KOMUNIKACJI (3 CYTATY Z KSIĄŻEK PSYCHOLOGICZNYCH)

pale_wiec_smierdze_anrzej_pagOdnosząc się już bezpośrednio do tematu, zauważę, że „błąd w komunikowaniu” popełnia z pewnością mój sąsiad, kiedy wrzeszczy na żonę. Ta zresztą również nie jest gorsza, bo wrzeszczy podobnie. Ta gra ich wspólnego i agresywnego jazgotu jest – w moim przekonaniu – jednym z podstawowych błędów w ich relacji. Czytam (bo przecież muszę zacytować trzy książki psychologiczne) też, że [1] „Kiedy osoby porozumiewające się nie są przygotowane do sporu, jednakże chcą wyrazić swoje niezadowolenie, wtedy narzekają. Są lepsze i gorsze formy wszystkich wiadomości wyrażających niezgodę, a więc także narzekania”, ergo; narzekanie może być jednym z błędów w komunikowaniu (a tak piszą Wielcy Akademicy). Narzekam więc, kiedy mam wstać rano, czy muszę zrobić coś, czego nie chcę – pojawia się błąd w komunikowaniu. Narzekam, kiedy muszę napisać zadanie na nudny i sztuczny temat, np. ten.

Było wrzeszczenie, było narzekanie, to niech będzie trzecia cecha, czyli bełkotliwość – weźmy przykład z książki psychologicznej (już druga! [2]): „Dysonans poznawczy zawsze powoduje dyskomfort, co reagujemy próbą redukcji dysonansu. Zjawisko to bardzo przypomina oddziaływanie głodu i pragnienia: dyskomfort skłania nas do jedzenia i picia. Jednak, w przeciwieństwie do zaspokajania głodu lub pragnienia. Jednak w przeciwieństwie do zaspokajania głodu lub pragnienia przez picie i jedzenia droga do zredukowania dysonansu poznawczego nie zawsze jest prosta i oczywista (…) Będąc palaczem, prawdopodobnie doświadczasz dysonans (…)”; jest to przykład akademickiego bełkotu, który w nadmiarze może pewnie powodować senność i z którego mało wynika. ERGO: jest to podstawowy błąd w komunikacji.

Kolejną rozważaną cechą niech zostanie „gra ciała”, czyli śmierdzenie. Twierdzę – całkiem empirycznie – iż śmierdzieć nie wolno, albowiem powoduje to zakłócenie „mowy naszego ciała” i może być przyczyną błędu w komunikacji (niewerbalnej). Wszyscy wiemy, iż osoba, która śmierdzi, nie jest mile widziana w towarzystwie. A kobieta, która śmierdzi, nie bywa atrakcyjna i mało kto z taką chce iść do łóżka. Cytatów w książkach psychologicznych o śmierdzeniu niestety nie znalazłem, ale to nic, bo jest cytat o mowie ciała (komunikacji niewerbalnej) [3]: “Komunikacja niewerbalna tak naprawdę nie jest językiem, lecz jest formą komunikacji szczególnie skuteczną w przekazywaniu emocji. Wyjątkowo dobrze potrafimy odczytywać wskazówki dotyczące emocji i zdobywać informacje nawet na podstawie niewielkich wskazówek“.

Wielu sądzi, iż błędy w komunikacji mogą mieć przyczyny w tym, że się nie zna kultury, w jakiej przyszło żyć. Weźmy np. (sub)kulturę dresiarzy (osiedlowych).dresik Przykładowa osoba może zostać zapytana przez takiego osobnika: Za kim jesteś?. Odpowiedź może paść: za Platonem.  Dresiarz może uznać, iż odpowiedź “Platon” dobrze współgra z Hutnikiem Kraków, ale może też dojść do zakłócenia relacji (no i i awantury). Osoba, która odpowiedziała “za Platonem” musi więc skorygować następnym razem swoją odpowiedź – w zgodzie z obowiązującą na danym terytorium (sub)kulturą – i powiedzieć np. “Legia Warszawa” (czy Wisła/Cracovia – zależnie od nastroju i chęci bitki/lub nie) na środku Huty w Krakowie. Zauważalne jest, że poszczególne błędy się kumulują – niezadowolony dresiarz może np. zacząć “narzekać”, czy też “wrzeszczeć” (albo i “śmierdzieć”). Oczywiste, iż mowa ciała osiedlowego dresiarza również zdradza jego nastawienie.

Reasumując te psychologiczne rozważania, uważam, iż podstawowymi błędami naszej komunikacji są cechujące nas: wrzeszczenie, narzekanie, bełkotliwość, śmierdzenie, oraz nieznajomość subkultur. Przeszkadza również nieznajomość mowy ciała.

___

[1] Adler B. Ronald, Rosenfeld B. Lawrence, Proctor II F, Russel (2003). Relacje interpersonalne , Poznań: REBIS

[2] Aronson Elliot, Wilson D. Timothy, Akert M. Robin (2006). Psychologia społeczna , Poznań: Zysk i S-ka

[3] Kosslyn M. Stephen, Rosenberg S. Robin (2006). Psychologia mózg-człowiek-świat , Kraków: ZNAK

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>